Miesięczne archiwum: Sierpień 2013

Pijane śliwki w gorzkiej czekoladzie!

Pijane śliwki zrobiłam z nudów i tego co akurat miałam pod ręką.
Wyszły świetne i zaspokoiły moją ochotę na słodycze.
Przepis jest banalnie prosty,a efekt genialny, naprawdę są smaczniejsze od tych
kupnych i przede wszystkim zdrowsze.


Jeśli chcemy zrobić przyjemność komuś bliskiemu i obdarować go tymi
łakociami, proponuję efektownie je zapakować, np. z folii spożywczej
uformować „woreczek” i przewiązać go kolorową tasiemką.
Taki drobiazg sprawi uśmiech na twarzy każdego człowieka!

Składniki:

1 szklanka czerwonego półsłodkiego wina,
135g śliwek suszonych bez pestki,
120g gorzkiej czekolady (polecam te z zawartością kakao powyżej 70%),
kilka cukrowych perełek – do dekoracji (ja użyłam tych od Dr Oetker’a)

Jak przygotować?

Śliwki zalewamy czerwonym winem i moczymy przez co najmniej 5
godziny (najlepiej moczyć je całą noc – wtedy mają mocny aromat alkoholu).
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, a kiedy będzie już płynna,
obtaczamy nią śliwki. Niezwykle pomocne do tego zabiegu stają się
patyczki drewniane, na które „nadziewamy” śliwki i bez brudzenia rąk
obtaczamy je w czekoladzie.

Gotowe śliwki układamy na talerzyku wyłożonym folią aluminiową.

Na koniec możemy udekorować praliny wedle własnego uznania :) Ja użyłam do tego cukrowych perełek.
Talerz z łakociami wkładamy do lodówki na przynajmniej 3 godziny.

PS: Jeśli nie musimy specjalnie dbać o linię, a uwielbiamy np. marcepan, to możemy to wykorzystać.
Kupujemy gotową masę marcepanową i przed obtoczeniem śliwek w czekoladzie, napełniamy je marcepanem (w przestrzeń po pestce). Dalej postępujemy wg przepisu :)


Pycha!

K.

Dietetyczne purée z kalafiorem i zieloną pietruszką.

Witam Was,

zawsze lubiłam purée , ale odkąd zaczęłam zwracać uwagę na to, co jem, o moim ulubionym daniu musiałam zapomnieć…
Do czasu! Ostatnio znów naszła mnie ochota na rozgniecione ziemniaki, jednak żeby stanowiły one fajną całość i miały idealną konsystencję potrzeba mąki i tłuszczu, a na to już nie miałam ochoty, dlatego postanowiłam przygotować ich zdrowszy odpowiednik.

 

Składniki:

ok. 10 ziemniaków
jeden kalafior
mała cebula
pęczek natki pietruszki
ząbek czosnku
dwie łyżki jogurtu naturalnego
sól
pieprz

Jak przygotować:

1. Ziemniaki obieramy, solimy i gotujemy. Kalafiora dzielimy na różyczki, gotujemy na parze.
2. Natkę pietruszki i cebulę siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę.
3. Do miski przekładamy ugotowane ziemniaki i kalafior, doprawiamy do smaku i delikatnie ugniatamy widelcem.  Następnie dodajemy natkę, cebulę i czosnek. Całość polewamy jogurtem naturalnym i blendujemy.
4. Gotowe! Zero mąki i zero masła. : )


Smacznego!

 

K.

air show 2013!

Woow, założyłam bloga, bo miałam nadmiar wolnego czasu, a teraz tego czasu nie mogę znaleźć,
ciągle coś się dzieje, superancko! :) Szkoda tylko, że zaniedbałam wpisy…

Wczoraj miałam przyjemność pojechać i uczestniczyć w pokazach lotniczych Air Show w Radomiu,
niesamowite widoki, (o dziwo) przyjemne dla ucha huki i odgłosy silników, ogromne maszyny,
a za sterami nieziemsko przystojni piloci.
Podniebne akrobacje – jeny, podziwiam te osoby, za ich wiedzę, doświadczenie i odwagę!
Prawdziwy majstersztyk! Imprezę zaliczam do udanych, mimo palącego słońca.

Postaram się pisać częściej, mam tyle nowych przepisów, którymi chcę się podzielić!
A tymczasem idę spać i regenerować siły. ;)
Spokojnej nocy.
* :

Lekki, prosty i orzeźwiający chłodnik warzywny.


Jako, że mamy poniedziałek, a co za tym idzie jakieś obowiązki i trochę słońca za oknem, melancholia na chwilę obecną odeszła w niepamięć. ; )

Wrzucam dla Was przepis na chłodnik, który zrobiłam dosłownie w 15 minut, świetnie  się sprawdził podczas tych niesamowicie upalnych dni.

Składniki:

550 g jogurtu naturalnego (niezbyt gęstego)
mała butelka soku wielowarzywnego (ja użyłam soku Fortuna z imbirem)
pęczek rzodkiewek
ogórek zielony
pęczek koperku
5 buraczków
kilka jajek ugotowanych na twardo (jako dodatek)
kiełki rzodkiewki
sól, pieprz

Jak przygotować?

1. Musimy naszykować sobie jakąś większą miskę lub garnek. Ogórka i rzodkiewki kroimy w kostkę, wrzucamy do naczynia, delikatnie przyprawiamy. Następnie siekamy koperek, buraczki obieramy, myjemy i ścieramy na tarce o dużych oczkach, wszystko wrzucamy do naszych pokrojonych warzyw, znów delikatnie doprawiamy.
2. Wszystko zalewamy jogurtami i sokiem wielowarzywnym, mieszamy, próbujemy i ewentualnie znów doprawiamy.
3.  Podajemy w miseczkach, możemy dodać wcześniej ugotowane na twardo jajka oraz garstkę kiełków rzodkiewki.
                                                                                                                                                                                                                            Na zdrówko!
                                                                                                                                                                                                                                   K.

Co jem, a czego nie jem…

…no właśnie! Jako, że od pewnego czasu jestem zwolenniczką zdrowego jedzenia, napiszę Wam, co w mojej kuchni i życiu codziennym się zmieniło. Może wypunktuję ?

1. Zaczęłam pić wodę mineralną (nie źródlaną), tak wiem, to jest niby banał. Skończyłam z wszelkimi kolorowymi napojami z bąbelkami, które mają więcej kcal niż niejeden posiłek, w szklance kilka łyżek cukru i morze chemii.   Zresztą, po tym chce się tak cholernie pić, woda natomiast wspaniale gasi pragnienie, wspomaga przemianę materii i nawilża skórę od środka, a przecież każda z nas chce być piękna.  : ) 6 szklanek to minimum u mnie, zawsze mam pod ręką małą butelkę .

2. Pszenne pieczywo, pszenny makaron, biały ryż, biała mąka: wszystko, co wysoko przetworzone – OUT! Zakochałam się w razowcu, pełnoziarnistym makaronie, brązowym ryżu, doceniłam kasze (zwłaszcza kaszę pęczak), płatki owsiane, najzwyklejszą białą mąkę zamieniłam na pszenną pełnoziarnistą albo kukurydzianą.  Różnica w cenie jest minimalna, ale uwierzcie, że organizm się odwdzięczy. Mają one w sobie mnóstwo błonnika, który pomaga jelitom pracować, a poza tym to skarbnica witamin i minerałów, będziemy piękniejsi, bardziej odporni i szczęśliwsi.

3. Stawiam na chudy nabiał! Uwielbiam jogurty naturalne, które zazwyczaj dosładzam owocami i miodem.  Co dzień piję mleko, nie tłuste i nie chude – 1.5% jest najbardziej optymalnym, pamiętajcie, że kiedy pijemy mleko 0-0.5% cierpią na tym nasze kości i zęby, 0% = 0 wapnia.
Chude twarogi ze szczypiorkiem toż to pychota, a jaka pożywna pychota! Wszelkiego rodzaju śmietany i majonez wyeliminowałam zupełnie, zupy i sosy zabielam tylko jogurtem naturalnym.

4.Słodycze, o tak, to jest moja zmora… Jestem strasznym łasuchem, ale trzeba się ograniczać. Imprezy okolicznościowe zawsze kuszą, a mnie długo nie trzeba namawiać. Kiedy zachce mi się słodkiego to zazwyczaj ulegam pokusie i sięgam po dwie kostki gorzkiej czekolady z orzechami – najlepsze rozwiązanie, ma dużo magnezu i wspomaga pracę mózgu. Nie oszukujmy się, czekolada jest kaloryczna, dlatego jeśli ktoś chce zrzucić kilka kg, powinien całkowicie zrezygnować ze słodyczy i zastąpić je świeżymi owocami, których mamy pod dostatkiem. Do moich ulubionych należą: jabłka, pomarańcze, gruszki i banany.

5. Nikt nie docenia wartości odżywczych ziemniaków i większość osób chcących schudnąć, rezygnuje z nich, a to błąd! Ziemniaki są lekkostrawne i prawie nie zawierają tłuszczu. Jadam je zazwyczaj w obecności koperku i niczego więcej. Pamiętajcie, ziemniak staje się tuczący, kiedy polewamy go zawiesistym sosem, tłuszczykiem czy masłem.

6. Zrezygnowałam z wieprzowiny. Najczęściej jadam białe, chude mięso – indyk i kurczak. Uwielbiam ryby i staram się je jeść przynajmniej 3x w tygodniu.

7. Warzywa zawsze i wszędzie! Dodaję je, do czego tylko mogę. Świetnie sprawdzają się, kiedy podjadamy – pokrojoną w słupki marchewkę możemy jeść bez wyrzutów sumienia.  Szpinak, którego kiedyś nie lubiłam, teraz został królem w mojej kuchni. Pyszny i bogaty w żelazo! Wszystkie warzywa jem w ilościach, jakich chce, zapełniają żołądek i mają w sobie mnóstwo witamin.

8. Siemię lniane – polecam, zwłaszcza dla żołądkowców. Staram się pić szklankę dziennie.

9.  Bardzo rzadko smażę, a jeśli już to używam do tego niedocenianego oleju rzepakowego.  Moja rodzinka zainwestowała w parowar i patelnię teflonową.

10. Staram się omijać restauracje typu Fast food, jednak nie zawsze mi to wychodzi, dlatego od czasu do czasu pozwalam sobie zjeść coś niezdrowego i nie mam żadnych wyrzutów sumienia.

Podejrzewam, że moje wypociny są momentami chaotyczne, wybaczcie, ale pisałam szybko. Możliwe, że nie wymieniłam sporo rzeczy, które są istotne. Jeśli coś mi się przypomni, na pewno dopiszę!

Dobrej nocki.
K. ; *